4 zdania, które utrudniają dzieciom życie

Mogłabym ten wpis zatytułować: „4 zdania, które utrudniają logopedom pomaganie dzieciom”, ale prawda jest taka, że powodzenie terapii w mniejszym stopniu zależy od nas. Owszem, nasza wiedza jest bardzo ważna, nasze umiejętności wychwycenia, zdiagnozowania problemu, prowadzenia terapii, to podstawa w tej pracy. Ale największa odpowiedzialność spoczywa na otoczeniu Dziecka. Moja zasada numer 1 mówi, że terapeuta nie może chcieć bardziej, niż Rodzic. Dlatego jeżeli Rodzicowi nie zależy i nie pracuje z Dzieckiem, mam dwa wyjścia: robić to, co mogę, żeby choć trochę pomóc Dziecku (co zwykle jest kropelką w morzu potrzeb), albo zrezygnować ze współpracy. Ale w każdej z tych dwóch sytuacji, jak i w przypadku tytułowych zdań, ofiarą jest Dziecko.

Już widzę oczyma wyobraźni oburzenie niektórych czytających: „Zaraz tam ofiarą…”. Kiedyś nie nazwałabym tego tak dosadnie, ale wtedy jeszcze za mało wiedziałam. Dzisiaj tak właśnie uważam. Dziecko, które w odpowiednim momencie nie trafia do specjalisty (i tu już nieważne, czy do logopedy, czy do ortopedy, laryngologa, itp.), które nie otrzymuje na czas pomocy, jest ofiarą. Ofiarą zaniedbań, czasem systemu, gdy dotarcie na czas do specjalisty graniczy z cudem, czasem niewydolności rodziny, czasem lekceważenia przeczuć Rodzica przez lekarzy (wtedy szukamy specjalisty do skutku), a czasem przekonań, które pokutują w społeczeństwie.

Mogę się założyć, że pierwsze z tych zdań/przekonań znacie doskonale. Drugie i trzecie też się wam pewnie obiło o uszy, czwarte to już efekt moich spotkań i rozmów z Rodzicami.

I. Chłopcy do trzech lat mogą nie mówić.

Pewnie, że mogą, tylko zwykle nie wróży to niczego dobrego. Już to kiedyś pisałam: w przypadku Dzieci z zaburzeniami (a nigdy tak naprawdę nie wiemy, co Dziecku jest, jeśli nie odwiedzimy specjalisty) nie ma czegoś takiego, jak „dawanie czasu”, można ten czas co najwyżej tracić. Autystyk, który trafia na terapię w wieku czterech lat, bo wreszcie ktoś się zainteresował brakiem mowy, stracił już rok-dwa terapii. Terapii, która rozpoczęta wcześnie może dać mu większe szanse na dobre funkcjonowanie w przyszłości.

Za tym zdaniem zwykle jeszcze idzie argument „A mój … zaczął mówić w wieku czterech lat i wszystko jest ok”. Ty, który wypowiadasz to zdanie, weźmiesz odpowiedzialność za inne Dziecko i to, że nie otrzyma ono pomocy na czas? I na 100% jesteś pewien, że opóźniony rozwój mowy twojego Dziecka nie pociągnie za sobą innych problemów? Innych niż zwykła wada wymowy, np. problemy z pisaniem, nauką czytania, rozumieniem poleceń.

II. Z wad wymowy się wyrasta.

Telewizja, a ostatnio także radio, pełne są takich przypadków, które nie potwierdzają tej reguły. Nie będę rzucać nazwiskami, ale każdy z nas na pewno słyszał polityków, których wymowa pozostawia wiele do życzenia. I jakoś nie wyrośli… Przypadek?

Tak, czasami ludziom się wydaje, że Dzieci „wyrastają” z wad. Ale najczęściej mają na myśli coś, co dla Logopedów jest normą w pewnym wieku. Jeśli trzylatek mówi „safa”, to ma do tego pełne prawo. Tak samo, jak dwulatek mówiący „sianki”, czy czterolatek z „lowelem”. Dla otoczenia wygląda to potem, że wymowa „sama się” poprawiła. Dla specjalistów to po prostu prawidłowy rozwój mowy. Tylko czekanie w nieskończoność na to, że „samo” się naprawi, jest wielkim nieporozumieniem i krzywdą robioną Dziecku. Za którą będzie mogło „podziękować” Rodzicom, gdy nie przyjmą go na wymarzone studia z powodu wady, albo już znacznie wcześniej, gdy wada będzie na tyle duża, że utrudni naukę czytania i pisania.

III. Każde dziecko rozwija się w swoim tempie.

Tak, jasne, tylko z wieloletnich badań nad rozwojem Dzieci wynika, że jednak każde z nich powinno się jakoś w te tabelki wpasować, a gdy się wpasować nie może, świadczy to o jakichś zaburzeniach. Niektóre z tych zaburzeń można zbagatelizować, bo nie zależy od nich życie Dziecka, ale co najwyżej jego komfort (widzicie tu ironię, prawda?). Bo co z tego, że zacznie mówić później – wyrośnie. Co z tego, że ma rok i ledwie siedzi – każde dziecko ma swoje tempo, poradzi sobie. Co z tego, że ma dwa lata i nie wie, gdzie oko, gdzie nos – nauczy się. Wyrośnie, nauczy się, poradzi sobie… samo. Pewnie, że tak, tylko gdzie rola Rodzica, który powinien reagować i wspierać, pomagać w rozwoju? Dla mnie to jest zostawianie Dziecka samemu sobie w imię sama już nie wiem czego.

IV. Miało badany słuch po porodzie, więc wszystko jest OK.

To może jeszcze nie jest przekonanie, które szeroko funkcjonuje, ale coraz częściej je słyszę. Jurek Owsiak zrobił naprawdę wiele dobrego swoim programem badań przesiewowych słuchu u noworodków, ale Rodzicom często wydaje się, że skoro Dziecko miało już badany słuch i wynik był dobry, to wszystko jest w porządku. Tymczasem te badania mają wykrywać wady, z którymi Dziecko przychodzi na świat. Nie daje ono gwarancji, że w późniejszym okresie życia nic się ze słuchem maluszka nie stanie. A wystarczy banalne zapalenie ucha, żeby Dziecko miało ubytki słuchu. Czasem Dzieci chorują tak, że Rodzic może się nie zorientować. Moje osobiste Dziecko miało zapalenie ucha z perforacją błony bębenkowej bez kataru i bez gorączki. Raz tylko powiedziała, że „trochę jakby ją ucho boli”. Matka – panikara pojechała na całodobową opiekę (bo dzieci oczywiście chorują w weekendy i święta) i byłam w szoku, gdy lekarz powiedział, że widzi dziurę (on zresztą też). Laryngolog, szybko wdrożone leczenie i cztery miesiące czekania na wiadomość, że niedosłuch się cofnął. Czym byłby niedosłuch dla Dziecka, które żyje muzyką i gra na wiolonczeli chyba nie muszę tłumaczyć.

Do tego wszystkiego niska jest świadomość tego, że Dziecko z ubytkiem słuchu też może wykonywać polecenia (np. poprzez rozumienie kontekstu sytuacji), też może reagować na muzykę (bo czuje rytm), ale nie będzie mówić, bo nie będzie w stanie opanować poszczególnych głosek.

I jeszcze tylko kilka słów o tym, dlaczego o tym piszę. Z racji zawodu – jestem nie tylko logopedą, ale również nauczycielką wychowania przedszkolnego i klas I-III – widuję takie „ofiary” przekonań na co dzień. To są Dzieci, które wiele mogłyby osiągnąć, gdyby jakiś dorosły w odpowiednim czasie przejął się jego deficytami, problemami, wolniejszym rozwojem. Gdyby zadziałał wcześniej, zamiast czekać.