Ale po co do domu? O zaletach zatrudniania mobilnego logopedy słów kilka.

Ostatnio bardzo często odpowiadam na pytania typu: ale po co do domu, nie może ktoś do ciebie przyjść? a nie ma logopedy w szkole/przedszkolu? a to niech sobie pojedzie do poradni.

Najczęściej tymi słowami zwracają się do mnie osoby, które ani nie wiedzą, na czym polega praca logopedy, ani nie zdają sobie sprawy z tego, jak ta praca wygląda w przedszkolu, szkole czy poradni.

Od razu wyjaśniam – nie jest moim celem umniejszanie pracy „państwowych” logopedów. To są bardzo często świetni specjaliści, którzy robią tyle, ile są w stanie zrobić przy bardzo ograniczonym czasie i dużych wymaganiach nałożonych na nich. A ponieważ nic tak nie przemawia do wyobraźni, jak liczby, to zobaczcie (dane na przykładzie jednego z wielu znanych mi przedszkoli):

  • 30 minut – tyle moim zdaniem powinna trwać (minimalnie) praca z jednym Dzieckiem w tygodniu, żeby na efekty nie trzeba było czekać latami,
  • 8 godzin tygodniowo – tyle czasu ma logopeda na terapię z wszystkimi potrzebującymi Dziećmi,
  • 120 Dzieci – tyle mniej więcej jest ich w placówce,
  • 40% Dzieci – czyli 48 potrzebuje pomocy logopedy.

I mamy zadanie czysto matematyczne – po ile minut ma logopeda na każde dziecko?

Dokładnie 10. Czasami dłużej trwa wytłumaczenie Dziecku, jak ułożyć odpowiednio narządy artykulacyjne do wymowy danej głoski. A tu trzeba w tym czasie pójść po Dziecko, odprowadzić je po zajęciach i wziąć kolejne, a w międzyczasie zgodnie ze sztuką przeprowadzić zajęcia. Da się? Nie da się. Logopedzi w placówkach radzą sobie, jak mogą. Dzieci mają zajęcia rzadziej  – raz na dwa-trzy tygodnie – ale dłużej, przychodzą grupkami (ale to można robić tylko wtedy, gdy są one na podobnym etapie korekcji wady). Częstą praktyką jest zajmowanie się najstarszymi Dziećmi, „bo przecież zaraz idą do szkoły”, a maluchy muszą poczekać, aż dorosną. Tyle że z problemów z mową się nie wyrasta, wręcz przeciwnie. Do tego wszystkiego Dzieci chorują, logopedzi chorują (pracują przecież z dziećmi twarzą w twarz, bakterie i wirusy mają raj) – rekordzista znany mi osobiście miał trzymiesięczną przerwę w terapii, bo się nie mógł w swoim terminie spotkać z panią, właśnie z powodu chorób.

Czy to oznacza, że terapia logopedyczna w placówce jest do niczego? Absolutnie nie! Zawsze uważam i będę to powtarzać, że lepszy krótki czy rzadszy kontakt z logopedą, niż żaden. Taka terapia wymaga jednak większego zaangażowania Rodziców. Ale o tym innym razem 🙂

Jeśli Dziecko nie ma terapii na terenie swojej placówki, to zaangażowanie Rodzica jest także bardzo potrzebne. Kto, jak nie On, dowiezie Malucha na zajęcia do poradni, stojąc w popołudniowych korkach? Kto poczeka na niego? Kto załatwi opiekę dla pozostałych Dzieci? Kto wreszcie zwolni się z pracy, bo jedyna dostępna godzina, to dziesiąta rano?

Gdy wytłumaczę tych kilka spraw, pytanie „Po co jeździsz do domu?” robi się bezzasadne. Od razu widać, że jeżdżę po to, żeby Dziecko:

  • miało regularną, cotygodniową terapię trwającą tyle, ile tego potrzebuje,
  • miało mnie tylko dla siebie, przez co ja mogę się skupić tylko na nim i jego problemie,
  • nie traciło zajęć w czasie, gdy nie chodzi do przedszkola (np. podczas rekonwalescencji po chorobie),
  • nie musiało tracić czasu czekając w kolejce na terapię,
  • czuło się bezpiecznie podczas zajęć, co bardzo pomaga w jego otwarciu się i lepszej współpracy (mam porównanie z pracą w poradni NFZ, część dzieci, onieśmielona gabinetem, trudniej łapała kontakt i terapia po prostu szła gorzej),

oraz żeby Rodzic:

  • mógł uczestniczyć w terapii swojego Dziecka bez zwalniania się z pracy, załatwiania opiekunów dla pozostałych dzieci,
  • nie tracił czasu na korytarzu w poradni (znam logopedów, którzy nie wpuszczają Rodziców na zajęcia),
  • nie tracił czasu w korkach,
  • miał chwilę oddechu po powrocie z pracy – jeżeli ma ochotę, może obserwować nasze zajęcia leżąc na kanapie 🙂 może też po prostu zająć się innymi sprawami,
  • mógł też czasami zwyczajnie, ze spokojnym sumieniem, gorzej się czuć i nie myśleć, że przez chorobę czy gorszy dzień Dziecku przepada terapia. Nam, Rodzicom, też czasami po prostu może się nie chcieć.

No to zostało nam jeszcze jedno pytanie: „A nie może ktoś do ciebie przyjść?”. Otóż nie, nie może. Po pierwsze, po prostu nie mam gabinetu. Po drugie, postanowiłam z tych wszystkich wyżej wymienionych powodów pracować właśnie u Dzieci w ich domach i na to poświęcam mój zawodowy czas.

4 thoughts on “Ale po co do domu? O zaletach zatrudniania mobilnego logopedy słów kilka.

  1. Anika

    Zawsze „prywatny” logopeda a do tego przyjeżdżający do domu jest „lepszy”. Zacznijmy chociażby od tego, że poświęca więcej czasu dla dziecka. Poza tym przecież znane środowisko dziecku (jego pokój, dom, nawet ogród przed domem) jest dla niego bardziej komfortowe. Jak najbardziej popieram inicjatywę. Rewelacyjny pomysł. Jeżeli będę musiała skorzystać z logopedy to jak najbardziej będzie to tylko taki „mobilny” 🙂

    Reply
  2. Bożena

    Dzieci są różne, moje najmłodsze bardzo płochliwe. Zanim przekona się do kogoś mija czasem nawet godzina. gdyby okazało się, że potrzebny jest logopeda, wolałaby, opcje mobilną. Na własnym terenie córka czuje się pewniej. Dodatkowo własny dom nie jest tajemnicą i nie rozprasza. Zdecydowanie fajniejsze rozwiązanie niż gabinet, zwłaszcza dal mniej śmiałych dzieci.

    Reply
    1. Barbara Dudzik Post author

      Mnie własny dom daje jeszcze jedną możliwość – często wykorzystuję w terapii zabawki i gry dzieci. One są szczęśliwe, że mogą mi coś pokazać, czymś się pochwalić, a przez to też więcej i śmielej mówią, co daje mi możliwość lepszej oceny postępów.

      Reply
  3. lavinka

    Dzieci na obcym terenie bardzo się stresują. My musieliśmy zrezygnować z jakiejkolwiek terapii logopedycznej. Dziecko w obcym pomieszczeniu stawało się kłębkiem nerwów i zaprzestawało mowy w ogóle, o wykonywaniu poleceń można było pomarzyć. Co ciekawe, moje młode daje radę zrobić wiele rzeczy w przedszkolu, gdzie w teorii panie mają mniej czasu. Ale środowisko jest dziecku znane, więc się nie rozprasza, panie też są znane z innej działalności niż zachęta do mówienia, to też sprzyja dialogowi. Moje dziecko przez trzy miesiące przedszkola lepiej zaczęło wymawiać głoski niż przez nieudane próby kontaktu ze specjalistami, którzy sprawiali wrażenie, że nie zależy im na odnalezieniu źródła problemu, tylko na efektach. To jest niestety spory problem w logopedii, jak widzę. Dziecko chodzi na terapię, tyle i tyle godzin, powinny być efekty. Efektów oczekują też rodzice, bo przecież skoro chodzą na terapię, to ona powinna coś robić. A później okazuje się, że wystarczyło zmienić logopedę i nagle terapia zaczyna działać, choć stała w miejscu od lat. Ot trafił się jeden wyjątkowy, któremu udało się dotrzeć do dziecka. Ja już od dawna sama czytam dużo i staram się dziecko prowadzić samodzielnie, bo gdybym się zdała na specjalistów, pewnie nadal mówiłoby trzy słowa na krzyż.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *