Wakacje od terapii czy terapia w wakacje?

Wakacje 🙂 Nareszcie. Dwa miesiące bez porannego wstawania, bez zeszytów, książek, obowiązków. Obozy, kolonie, wyjazdy z rodzicami, pobyt u babci. Świeże powietrze, las, łąka, woda – czego chcieć więcej? Luz, blues.

A co z terapią w wakacje?

No jak to co? Dzieci w wakacje mają odpoczywać! Napracowały się w ciągu dziesięciu miesięcy solidnie. Ćwiczyły sumiennie, do tego odrabiały lekcje, chodziły na zajęcia dodatkowe: angielski, balet, tenis, rysunki… Mają prawo przez dwa miesiące nie robić nic!

Takie zdanie na temat terapii logopedycznej w wakacje słyszę często.

Jednak nie jest to dobry kierunek działań. O ile dziecku, które na początku roku szkolnego rozpoczęło terapię od wywołania głoski i teraz jest na etapie jej utrwalania dwa miesiące bez spotkań z logopedą mogą nie zaszkodzić, o tyle dla niektórych dzieci może to być strata czasu poświęconego na wcześniejsze ćwiczenia. Dziecko, które poświęciło kilka miesięcy na ćwiczenia narządów mowy i właśnie przygotowuje się do wywołania głoski, straci ten czas. Pół biedy, jeśli wróci we wrześniu na terapię na tym samym etapie, będzie to wtedy strata dwóch miesięcy. Gorzej, jeśli się cofnie i trzeba będzie zaczynać od nowa.

Skąd powszechne wakacyjne przerwy w terapii?

Dzieci w wakacje nie chodzą do szkoły, więc jeśli uczęszczają na terapię do szkolnego logopedy, nie mają możliwości pracować systematycznie dalej. Podobnie w przedszkolu, nie wszystkie dzieci chodzą na wakacyjne dyżury, logopeda przedszkolny też musi wziąć urlop w wakacje. Poradnie psychologiczno-pedagogiczne, przynajmniej w moim mieście, mają skrócone godziny pracy. Nawet gdyby rodzic chciał, to często nie jest w stanie zapewnić dziecku pomocy terapeuty w wakacje.

Szczerze powiem, że nie podoba mi się taki stan rzeczy. Gdy chodzi o rehabilitację, nikt nie zasugeruje wakacyjnej przerwy. Zróbmy sobie dwa miesiące przerwy w leczeniu astmy – kto się zgłasza? Zostawmy autystyka na dwa miesiące bez pomocy. I każde inne dziecko z zaburzeniami, upośledzeniem, chorobą.

Nie? To niemożliwe? To dlaczego mowa i komunikacja jest traktowana w ten sposób?

8 sposobów na to, jak spędzić czas z dzieckiem?

Pojechałam dzisiaj odwieźć Młodszą do szkoły. Jak zwykle po drodze grałyśmy w ulubioną grę. Nie ma nazwy 🙂 Ale polega na tym, że najpierw Młodsza wybiera kolor, potem wymyśla przedmiot w tym kolorze, a mnie podaje pierwszą i ostatnia głoskę nazwy i mam odgadywać, o co chodzi. Gra jest prosta dla nas, w końcu Młodsza kończy właśnie pierwszą klasę.

Wracając pomyślałam sobie: Napisałaś, że najlepszą zabawką jest Rodzic, tu nie ma żadnych wątpliwości. Ale w co ma się bawić z Dzieckiem? Co z tym Dzieckiem robić, żeby nie było nudy?

Kocham jeździć, bo dużo wtedy myślę, więc z marszu powstała lista zajęć, które można wykorzystać z Maluchami. Specjalnie nie piszę, która propozycja jest przeznaczona dla młodszych dzieci, która dla starszych przedszkolaków. Każdy swoje Dziecko zna na tyle, że wie, z czym sobie poradzi.

Continue reading

Najlepsza zabawka edukacyjna dla dziecka

Wczoraj był Dzień Dziecka. Nie dałoby się go przegapić. W sklepach wyeksponowane zabawki i słodycze. W reklamach radiowych – propozycje prezentów. W szkołach i przedszkolach – imprezy i prezenty. Rozmowy – a ja dostałem to, a ty co? Pytania – a co byś chciał na Dzień Dziecka? Na blogach artykuły: 10 najlepszych książek…, 5 najlepszych zabawek… Ale nie mogą to być książki czy zabawki byle jakie. One mają coś ze sobą nieść, mają bawić, jednocześnie edukując. Wszystko po to, żeby Dziecko czuło się szczęśliwe, zaopiekowane, żeby czuło, że je kochamy, a przy okazji, żeby mieć poczucie, że dbamy o jego rozwój. Rozwój Dziecka jest przecież bardzo ważny.

I ja dzisiaj też zaproponuję wam coś, co może uszczęśliwić wasze Dziecko, a przy tym zadba o jego rozwój. Jest to tylko jedna zabawka, ale najlepsza, jaką znam. Po prostu nie ma na świecie lepszej zabawki niż to.

Gotowi?

Otóż najlepszą zabawką edukacyjną dla Dziecka jest… Rodzic.

Dziecko do swojego rozwoju naprawdę nie potrzebuje wielu wymyślnych, grająco-świecąco-śpiewająco-tańczących zabawek. Nie potrzebuje stu zestawów Lego. Nie potrzebuje milionów książek. Nie potrzebuje super sprzętu – konsoli, tabletów, komputerów (te są nawet niewskazane). Nie potrzebuje pokoju urządzonego jak z najnowszych magazynów wnętrzarskich.

Po co mu to wszystko, jeśli będzie się tym bawiło samo? Po co mu książki, które będzie musiało czytać czy oglądać samo? Po co mu zabawki, które sprawiają radość, skoro tą radością nie będzie się miało z kim podzielić? Po co mu zabawki naśladujące zwierzęta, skoro nikt mu nie powie, że w ten sposób, to się odzywa pies, a tamten dźwięk, to krowa?

Ono naprawdę nie potrzebuje tych wszystkich gadżetów. Ono potrzebuje Rodzica i jego czasu. Jego zainteresowania, zaciekawienia, miłości, jego doświadczenia i wiedzy, z której może czerpać garściami, jego mądrości życiowej, jego troski, wsparcia w poznawaniu świata. I to nie od święta, a codziennie. Na tyle, na ile Rodzic może, bo wiadomo – pracujemy, mamy inne zobowiązania. Ale niech to będzie czas poświęcony tylko Dziecku, na jego pytania, na jego potrzeby, spędzony według jego scenariusza.

I nie myślmy, że ono potrzebuje pięknego tipi w pokoju. Wystarczy koc zarzucony na krzesła czy zwisający ze stołu, byleby pod nim siedział Rodzic i bawił się w biwak w dżungli. Ono nie potrzebuje kolejnego zestawu Lego – wystarczy jeden, ale układany z Rodzicem. Ono nie musi mieć piętnastu półek z książkami – mogą być książki z biblioteki, tylko czytane wspólnie.

Myślę, że już wiecie, o co mi chodzi. I wcale nie o to, żeby nic Dzieciom nie kupować. Absolutnie nie. Sama uwielbiam patrzeć, gdy moje Dzieci odpakowują prezenty, skaczą do góry, bo dostały coś, o czym marzyły, otwierają oczy szeroko ze zdumienia, bo Mama jakimś cudem kupiła coś, o czym nikomu nie mówiły, a chciałyby. Chodzi o to, żeby prezentami nie zastępować siebie. One nie nauczą dzieci życia, one nie dadzą tego, co tylko my, Rodzice, możemy dać. Miłości, bez której Dziecko nie może się rozwijać.

Za wcześnie na logopedę…

Musiałam poczekać z tym wpisem kilka dni, żeby się we mnie uspokoiło i „uleżało” trochę to wszystko, co ciśnie mi się na usta.

Otóż pewna gazeta – litościwie pominę już tytuł – wydrukowała poradę, z której wynika, że niemówiący dwulatek nie jest problemem, wystarczy przestać zwracać uwagę na to, co pokazuje lub komunikuje i czekać aż powie. W dyskusji jedna z koleżanek – logopedek nazwała to „logopedią z gułagu”. I słusznie. To teraz ja, Rodzic, czekam, aż ty mi powiesz, że chcesz pić, a jak nie powiesz, to nie dostaniesz. Koniec i kropka. Terror.

Jak się czuje dziecko, które do tej pory świetnie komunikowało się z otoczeniem – tylko bez słów – i nagle wszyscy udają, że nie wiedzą, o co mu chodzi? Czy słowa: strach, niepewność, bezradność będą tu na miejscu? Jak najbardziej. A czy my, dorośli, lubimy się tak czuć? Z pewnością nie. To dlaczego mamy fundować to swojemu dziecku, które na dodatek nie ma zielonego pojęcia, dlaczego mama nagle nie reaguje na jego próby porozumienia się?!

Nauka mówienia to jedno, ale ważniejsza jest komunikacja. Są dzieci, które nigdy nie nauczą się mówić. Czy w takim razie skazane są na brak kontaktu z otoczeniem? Nie, bo uczymy je innych form komunikacji. Skupianie się wyłącznie na tym, by dziecko mówiło, jest nieporozumieniem.

Kolejne zdanie, na widok którego nóż mi się w kieszeni otworzył. „Twoja córeczka zacznie mówić, gdy będzie gotowa”. No to do kiedy czekamy? Czy jeśli nie będzie mówić w wieku pięciu lat, to nadal powiemy: „Pewnie nie jest gotowa, poczekajmy”. Osiem? Dwanaście lat? Jaka będzie wystarczająca granica, żeby zapytać specjalistę, czy z dzieckiem przypadkiem nie jest coś nie tak? Dlaczego, gdy dziecko nie próbuje siadać, chodzić w odpowiednim wieku, nie powiemy: „Pewnie nie jest gotowe, poczekajmy”, tylko biegamy po fizjoterapeutach, neurologach i innych specjalistach? Dlaczego to jest takie ważne, a mowa nie?

Z dyskusji, która się wywiązała, a w której brały udział także mamy dzieci z problemami wynika, że sformułowania: „Dajcie mu czas”, „Za mały na logopedę”, „Czego pani od niego chce”, „Przewrażliwiona pani jest”, nadal są bardzo często używane. Stosują je pediatrzy, nauczyciele w przedszkolach, krewni i znajomi królika, ale niestety też czasem sami logopedzi. Nie mam pojęcia, skąd to lekceważące podejście do rozwoju mowy. Ktoś napisał, że dawniej tak się uważało, że dziecko do trzech lat może nie mówić. OK, ale dawniej też zakazane było używanie widelca, dawniej dzieci leworęczne na siłę przestawiano na prawo, a potem świat się zmienił. Dlaczego w pewnych kwestiach idziemy do przodu, a w innych uparcie stoimy w miejscu? Dlaczego ludzie marudzą, gdy muszą napisać coś ręcznie, bo już przyzwyczaili się do załatwiania spraw przy pomocy komputera i przez Internet, a w sprawie rozwoju mowy dziecka nie chcą pójść o krok dalej i dojrzeć, że tu też zaszły zmiany?

„Mówią, że jestem przewrażliwiona, przewrażliwiony”. No i co z tego?! Kochana Mamo, kochany Tato – przejmujecie się losem swojego własnego dziecka, macie zupełne prawo do bycia przewrażliwionymi a ja, jako Logopeda, nie mam żadnego prawa, by was w ten sposób oceniać. Co więcej, ja kocham przewrażliwionych Rodziców, bo wiem, że się martwią, że się troszczą, że szukają odpowiedzi na pytania i pomocy. Nie macie nawet pojęcia, jak bardzo cieszę się, gdy jadę na konsultację i okazuje się, że nie jestem potrzebna. Tak, nie mam pracy. Ale za to spotkałam się z ludźmi, którzy gdy chcieli się czegoś dowiedzieć o swoim Maluchu, nie pytali wujka Googla, tylko poprosili o pomoc specjalistę. Zaufali osobie kompetentnej, zrobili dla swojego Dziecka to, co mogli najlepszego.

„Za mały na logopedę”. Czy wiecie, że neurologopedzi pracują z Dziećmi zaraz po urodzeniu, szczególnie z wcześniakami? Czy wiecie, że jeśli Dziecko ma problemy ze ssaniem, to logopeda może sprawdzić, czy wędzidełko podjęzykowe nie jest przypadkiem za krótkie i nie przyczynia się w ten sposób do problemów z karmieniem? Ile mają takie Dzieci, kilka dni, tydzień? I nie są za małe na logopedę?! Nigdy nie jest za wcześnie, w przypadku rozwoju mowy może być za to za późno, czasami nawet bardzo. Jeden przykład. Jeśli Dziecko gaworzy, a około 8-10 miesiąca życia przestaje wydawać dźwięki, czasem coś mu się wymknie, to może to świadczyć o ubytkach słuchu. Do kiedy czekamy, aż przestanie się lenić i zacznie mówić? Jeśli do, powiedzmy, trzech lat, to aparat dostanie o dwa lata później niż powinno, przez co jego mowa też będzie się rozwijać później. A można było wcześniej? Można było.

Jeżeli tak, jak pisały mamy, usłyszysz, że Dziecko jest za małe, od samego logopedy, idź do innego. Tak, z dwulatkiem pracuje się trudniej. Nie skupi uwagi, nie wysiedzi, często się boi nowego otoczenia i najchętniej nie odstępuje mamy na krok. Ale są logopedzi, którzy pracują z takimi maluchami i świetnie sobie dają radę. Znajdź takiego. Znajdź takiego, który nie zbędzie cię jednym zdaniem, tylko porozmawia, zdiagnozuje dziecko, albo pokieruje do innego specjalisty. Nie wiem, skąd w logopedach niechęć do używania jednego magicznego zdania: „Nie specjalizuję się w takich przypadkach, ale postaram się pani pomóc (czytaj: spróbuję panią pokierować do odpowiedniej osoby)”. O wiele bardziej cenię pediatrę, który powie: „Nie znam się na tym, proszę iść tu i tu”, niż takiego, który rzuci: „A, to nieważne. Nie ma się czym przejmować”. Ja też nie jestem specjalistką od wszystkiego. Nawet jeśli zgłasza się ktoś z problemem, z którym miałam styczność tylko teoretycznie, to mówię, że nie pracowałam jeszcze z takim przypadkiem, ale jeśli się państwo zdecydują na współpracę, to natychmiast się dokształcę, a jeśli zobaczę, że nie dam rady, to kieruję dalej. Żadna to hańba przyznać się, że się nie wie. Nie traci się wtedy czasu Dziecka, które pod właściwszą opieką mogłoby już robić postępy.

I ostatnie, co słyszałam, dość ciężki kaliber. „Nie rób z mojego dziecka … (i tu sobie wstaw każde brzydkie słowo oznaczające opóźnienie umysłowe)”. Ja?! Samo zwrócenie uwagi na to, że przydałby się specjalista, nie czyni z Dziecka osoby chorej czy opóźnionej. Czekanie na nie wiadomo co – już tak. Odpowiednio wcześnie wdrożona pomoc i terapia w przypadku dzieci z deficytami czy chorobami pomaga im i często pozwala normalnie funkcjonować w dorosłym życiu. Dlaczego więc nie pomóc im wcześniej? Dlaczego lepiej udawać, że mnie to nie dotyczy, że wszystko jest w porządku? Dlaczego swoją chorą dumą? nie wiem, jak to nazwać, krzywdzić kogoś, kto jest bezbronny i kogo życie zależy od nas? Nie mam pojęcia. Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem.

Uff… Ulało mi się… Od czasu do czasu znajdzie się tutaj miejsce i na taki wpis. W końcu jestem tylko człowiekiem, mamą dwóch dziewczyn z problemami i sporo ludzkich zachowań mnie rusza. Ale postaram się, żeby zawsze było kulturalnie 🙂

Kiedy powie R – kolejność pojawiania się głosek.

Miałam w planie inny wpis, ale ten powstał, bo widzę problem ze świadomością ludzi na temat kolejności pojawiania się głosek w mowie Dzieci. Najpierw był komentarz na moim FP, kilka pytań od Rodziców na grupie logopedycznej, „rewelacje” zasłyszane od Rodziców moich pacjentów i niepokoje wyrażane przez Rodziców podczas konsultacji z trzylatkami. Jedna z Mam powiedziała do mnie, umawiając się na taką właśnie konsultację: „Mówi ładnie, ale ja nie wiem, czy poprawnie. Nikt mnie nigdy nie uczył, kiedy i co Dziecko powinno mówić, a w sieci można znaleźć różne komentarze”.

Continue reading