Pewnie potrzebuje czasu…

ma czas

Tytułowe sformułowanie bardzo często obija mi się o uszy. Używają go: babcie, ciocie, wujkowie, pediatrzy, nauczyciele w przedszkolu, koleżanki, koledzy, itp. Jeśli chodzi o rozwój mowy Dziecka, każdy ma w swojej rodzinie przypadek, który: „miał trzy lata, mówił tylko mama i tata, a z dnia na dzień się rozgadał i nie może przestać”. Często do tego dodaje się, powiedziane z przekąsem: „Jeszcze będziesz marzyć, żeby się zamknęło”.

I co w takiej sytuacji ma zrobić Rodzic, którego trzylatek mówi naprawdę niewiele, i który na razie jednak marzy tylko o tym, żeby jego Dziecko zaczęło mówić?

Odwiedzić specjalistę.

Tylko tyle i aż tyle. Z całym szacunkiem dla wszystkich osób z rodziny i otoczenia, nie powinny być one dla Rodzica żadną wyrocznią. To, że jedno Dziecko nie mówiło trzy lata a nagle zaczęło, nie oznacza, że będzie tak w każdym przypadku. To, że zaczęło, nie oznacza również, że nie ma żadnych problemów ze słuchem, budową narządów mowy, że nie idzie za tym wada wymowy, że mowa rozwija się prawidłowo, że zasób słów jest odpowiedni do wieku, że potem nie odbije się to na jego szkolnej karierze.

Osobiście jestem zdania, że lepiej raz niepotrzebnie pójść do lekarza czy innego specjalisty, niż potem pluć sobie w brodę, że się poszło za późno.

Zdaję sobie sprawę z tego, że decyzja o sprawdzeniu, co się dzieje z mową małego dziecka, może być początkiem drogi przez mękę. Naprawdę rzadko trafia się na pediatrę, który na hasło „skierowanie do logopedy” reaguje wyciągnięciem długopisu. Najczęściej słyszy się tytułowe „trzeba dać mu czas”.  Zawsze ciekawi mnie, dlaczego w przypadku krzywego kolana od razu dostaje się skierowanie do ortopedy, w przypadku podejrzenia niskorosłości – skierowanie do endokrynologa, natomiast mowa traktowana jest przez lekarzy po macoszemu. Od razu piszę, nie przez każdego i nie zawsze, ale skierowania od lekarzy osobiście widziałam tylko w przypadku starszych dzieci, a mamy maluchów najczęściej jednak słyszą, że „mają czas”.

Niektóre dzieci mogą tego czasu nie mieć. Mogą mieć takie zaburzenia, które z każdym tygodniem będą pogłębiać ich problemy. Nie będę się teraz na ten temat rozpisywać, chcę dzisiaj raczej wskazać ścieżkę, którą można przejść, by uspokoić swoje obawy, sprawdzić stan rozwoju mowy swojego malucha i znaleźć pomoc, jeśli okaże się, że jest potrzebna.

A zatem, kto pierwszy?

Nie jest to logopeda. Do niego idziemy na końcu, z wynikami i opiniami innych specjalistów. Najpierw odwiedźmy audiologa i laryngologa. Ten pierwszy sprawdzi, czy dziecko dobrze słyszy i czy jego mózg reaguje na bodźce słuchowe. Laryngolog oceni, czy nie ma żadnych problemów z budową uszu, nosa i jamy ustnej, sprawdzi stan migdałków (w tym trzeciego, który często sprawia problemy) oraz krtani. Czasami konieczna jest wizyta u neurologa. Sprawdza on odruchy Dziecka – czy są odpowiednie do wieku – a przepytując Rodzica z rozwoju dziecka od narodzin do chwili obecnej, może znaleźć przyczynę wolniejszego rozwoju mowy.

ma czasCzasami konieczna jest wizyta u psychologa dziecięcego. Polecam ją szczególnie wtedy, gdy wiemy, że w życiu dziecka coś wielkiego się wydarzyło: narodziny rodzeństwa, śmierć któregoś z członków rodziny (np. babci), pójście do przedszkola, emigracja zarobkowa jednego z Rodziców, i Dziecko zareagowało na to zmianą zachowania, wycofaniem, zastojem w rozwoju. Małe Dziecko to bardzo delikatny i czuły organizm. Czasami naprawdę niewiele trzeba, żeby zaburzyć jego prawidłowe funkcjonowanie brakiem poczucia bezpieczeństwa. Nawiązując do wspomnianego przeze mnie pójścia do przedszkola powiem, że nie uważam, żeby było ono straszne, jestem zdania, że jest Dziecku potrzebne, ale zawsze jest to dla Dziecka duże wydarzenie. I jedno upora się z tym szybciej i łatwiej, drugie będzie miało problemy.

Co dalej?

Z wynikami tych wstępnych badań udajemy się do logopedy. Będzie wypytywał o wiele spraw nie dlatego, że jest ciekawski, ale po to, żeby móc jak najlepiej poznać Dziecko i po prostu pomóc. Starajmy się odpowiadać jak najobszerniej. I nie bójmy się mówić prawdy: jeżeli nie czytamy Dziecku książeczek (nieważne z jakiego powodu), to nie mówmy, że to robimy, bo czujemy, że tak być powinno. Jeżeli Dziecko ma smoczek do zasypiania, pije mleko z butelki w wieku trzech lat a my czujemy, że już nie powinno, to przyznajemy się do tego. Zatajenie czegokolwiek nie pomoże, a dodatkowo zaburzy obraz Dziecka i jego rozwoju. Logopeda nie jest po to, żeby oceniać Was, jako Rodziców, jest od tego, by w tej sytuacji, jaką zobaczył, pomóc Dziecku jak najszybciej. W zależności od problemu Dziecka może być konieczna terapia z neurologopedą, czasem objęcie Dziecka tzw. wczesnym wspomaganiem rozwoju, często wystarczy tylko mocniejsza stymulacja, więcej zabaw pomagających rozwinąć mowę i regularne kontrole postępów przez logopedę.

jeszcze ma czasI ostatnia uwaga: czasami naprawdę tak jest, że Dziecko potrzebuje czasu. Ale chyba lepiej jest czekać na jego osiągnięcia ze spokojem i przekonaniem, że zrobiło się wszystko, co mogło się zrobić, niż zamartwiając się, kiedy Ono nareszcie zacznie mówić, prawda?

Zdjęcia: www.pixabay.com

6 thoughts on “Pewnie potrzebuje czasu…

  1. Anna Mierzyńska

    Dobre, merytoryczne wsparcie dla rodziców, którzy zastanawiają się, co zrobić z niemówiącym trzylatkiem. Ps. Mój na szczęście zaczął mówić, gdy miał 2 lata i 3 miesiące. 🙂

    Reply
  2. Beata

    Bardzo się cieszę, że ten trafiłam na ten wpis, bo właśnie wczoraj przeprowadzałam podobną rozmowę w przedszkolu z wychowawcą grupy dzieci 2-3 letnich, z których kilkoro nie mówi. Dzieci nie są objęte diagnostyką przez szkolnego logopedę „bo mają jeszcze czas” i bo „znam dzieci, które w wieku 3 lat same się rozgadały”. A ja na to, że nie nam o tym decydować, tylko specjaliście – tylko on może powiedzieć, że można poczekać (choć akurat wątpię, czy w tym wieku jest sens czekać, bo im wcześniej jest terapia, tym większa szansa na efekty). Mój 3,5 letni synek od roku ma terapię logopedyczną i jeszcze długa droga przed nami, bo w tej chwili dostał diagnozę alalii. A gdybyśmy tak czekali, aż się rozgada?

    Reply
    1. Barbara Dudzik Post author

      No właśnie. Z terapią w przedszkolu jest jeszcze taki kłopot, że godzin jest mało, więc pierwsze idą dzieci najstarsze, żeby zdążyć coś „naprawić” przed pójściem do szkoły. Gdyby zaczynać od tych młodszych, terapia trwałaby krócej i miałyby one potem mniej problemów w szkole. Ale tu potrzebna jest duża świadomość: rodziców, nauczycieli, dyrektorów, którzy mogą próbować zgłaszać zapotrzebowanie na więcej godzin dla logopedy i ogółu społeczeństwa. Żeby nie było już słychać tych słów: „ma czas”, „jeszcze się rozgada”.
      Zresztą zawsze mnie fascynuje takie podejście, a obserwuję je niestety dość często, że skierowanie dziecka do ortopedy, ortodonty, laryngologa, okulisty nie wywołuje takich oporów, jak choćby wspomnienie o neurologu, psychologu czy logopedzie właśnie. Przy tych drugich reakcja często wygląda tak, że mimika twarzy mówi: „Sugerujesz, że moje dziecko jest głupie?”. A to przecież zupełnie nie o to chodzi.

      Reply
      1. lavinka

        Musiałam iść z córką do logopedy prywatnie, lekarz na bilansie zaparł się i nie dał skierowania do logopedy „bo nie”. No owszem, poszłam bardzo wcześnie, koło 2 urodzin, ale wiedziałam, że problem będzie już pół roku wcześniej. Inne dzieci robiły postępy, a moja stała w miejscu. Przebadałam tam i z powrotem, przynajmniej wiedziałam, że ze słuchem i potrzebami komunikacyjnymi nie ma problemu (przy okazji wykluczył się autyzm, a przynajmniej ewidentne objawy nie zaistniały). Niestety nadal nie wiemy, na czym stoimy, bo dziecię jest z 1,5 roku w plecy. I tak sobie jest, logopedów z rejonu doskonale ignoruje, taki charakter odporny na presję wychowawczą. To znaczy ćwiczenie zrobi, dla zabawy, raz. Tydzień później już nie i żadna siła jej nie zmusi, zresztą identyczny mamy problem mamy z ćwiczeniem stóp u ortopedy. Znudziło się i do widzenia. Taka zaraza po mamusi. A może trochę i po tatusiu, który zamiast bambosz mówił kapeć i tyle z ćwiczenia głosek wychodziło. Trochę się z tego śmieję mówiąc, że „ładne to i bogato się za mąż wyda, przynajmniej jakie wnuki będą” i już. U nas w rodzinie się mawia, że jak kto się urodził do łopaty, to lepiej niech idzie do pracy, zamiast nudzić się w szkole i może coś w tym jest. Dziś fryzjer czy pani od paznokci czasem lepiej zarabia niż magister farmacji, a wada wymowy nie stoi na przeszkodzie zostania np. premierem albo przewodniczącym Rady Europejskiej. 🙂

        Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *