Za wcześnie na logopedę…

Musiałam poczekać z tym wpisem kilka dni, żeby się we mnie uspokoiło i „uleżało” trochę to wszystko, co ciśnie mi się na usta.

Otóż pewna gazeta – litościwie pominę już tytuł – wydrukowała poradę, z której wynika, że niemówiący dwulatek nie jest problemem, wystarczy przestać zwracać uwagę na to, co pokazuje lub komunikuje i czekać aż powie. W dyskusji jedna z koleżanek – logopedek nazwała to „logopedią z gułagu”. I słusznie. To teraz ja, Rodzic, czekam, aż ty mi powiesz, że chcesz pić, a jak nie powiesz, to nie dostaniesz. Koniec i kropka. Terror.

Jak się czuje dziecko, które do tej pory świetnie komunikowało się z otoczeniem – tylko bez słów – i nagle wszyscy udają, że nie wiedzą, o co mu chodzi? Czy słowa: strach, niepewność, bezradność będą tu na miejscu? Jak najbardziej. A czy my, dorośli, lubimy się tak czuć? Z pewnością nie. To dlaczego mamy fundować to swojemu dziecku, które na dodatek nie ma zielonego pojęcia, dlaczego mama nagle nie reaguje na jego próby porozumienia się?!

Nauka mówienia to jedno, ale ważniejsza jest komunikacja. Są dzieci, które nigdy nie nauczą się mówić. Czy w takim razie skazane są na brak kontaktu z otoczeniem? Nie, bo uczymy je innych form komunikacji. Skupianie się wyłącznie na tym, by dziecko mówiło, jest nieporozumieniem.

Kolejne zdanie, na widok którego nóż mi się w kieszeni otworzył. „Twoja córeczka zacznie mówić, gdy będzie gotowa”. No to do kiedy czekamy? Czy jeśli nie będzie mówić w wieku pięciu lat, to nadal powiemy: „Pewnie nie jest gotowa, poczekajmy”. Osiem? Dwanaście lat? Jaka będzie wystarczająca granica, żeby zapytać specjalistę, czy z dzieckiem przypadkiem nie jest coś nie tak? Dlaczego, gdy dziecko nie próbuje siadać, chodzić w odpowiednim wieku, nie powiemy: „Pewnie nie jest gotowe, poczekajmy”, tylko biegamy po fizjoterapeutach, neurologach i innych specjalistach? Dlaczego to jest takie ważne, a mowa nie?

Z dyskusji, która się wywiązała, a w której brały udział także mamy dzieci z problemami wynika, że sformułowania: „Dajcie mu czas”, „Za mały na logopedę”, „Czego pani od niego chce”, „Przewrażliwiona pani jest”, nadal są bardzo często używane. Stosują je pediatrzy, nauczyciele w przedszkolach, krewni i znajomi królika, ale niestety też czasem sami logopedzi. Nie mam pojęcia, skąd to lekceważące podejście do rozwoju mowy. Ktoś napisał, że dawniej tak się uważało, że dziecko do trzech lat może nie mówić. OK, ale dawniej też zakazane było używanie widelca, dawniej dzieci leworęczne na siłę przestawiano na prawo, a potem świat się zmienił. Dlaczego w pewnych kwestiach idziemy do przodu, a w innych uparcie stoimy w miejscu? Dlaczego ludzie marudzą, gdy muszą napisać coś ręcznie, bo już przyzwyczaili się do załatwiania spraw przy pomocy komputera i przez Internet, a w sprawie rozwoju mowy dziecka nie chcą pójść o krok dalej i dojrzeć, że tu też zaszły zmiany?

„Mówią, że jestem przewrażliwiona, przewrażliwiony”. No i co z tego?! Kochana Mamo, kochany Tato – przejmujecie się losem swojego własnego dziecka, macie zupełne prawo do bycia przewrażliwionymi a ja, jako Logopeda, nie mam żadnego prawa, by was w ten sposób oceniać. Co więcej, ja kocham przewrażliwionych Rodziców, bo wiem, że się martwią, że się troszczą, że szukają odpowiedzi na pytania i pomocy. Nie macie nawet pojęcia, jak bardzo cieszę się, gdy jadę na konsultację i okazuje się, że nie jestem potrzebna. Tak, nie mam pracy. Ale za to spotkałam się z ludźmi, którzy gdy chcieli się czegoś dowiedzieć o swoim Maluchu, nie pytali wujka Googla, tylko poprosili o pomoc specjalistę. Zaufali osobie kompetentnej, zrobili dla swojego Dziecka to, co mogli najlepszego.

„Za mały na logopedę”. Czy wiecie, że neurologopedzi pracują z Dziećmi zaraz po urodzeniu, szczególnie z wcześniakami? Czy wiecie, że jeśli Dziecko ma problemy ze ssaniem, to logopeda może sprawdzić, czy wędzidełko podjęzykowe nie jest przypadkiem za krótkie i nie przyczynia się w ten sposób do problemów z karmieniem? Ile mają takie Dzieci, kilka dni, tydzień? I nie są za małe na logopedę?! Nigdy nie jest za wcześnie, w przypadku rozwoju mowy może być za to za późno, czasami nawet bardzo. Jeden przykład. Jeśli Dziecko gaworzy, a około 8-10 miesiąca życia przestaje wydawać dźwięki, czasem coś mu się wymknie, to może to świadczyć o ubytkach słuchu. Do kiedy czekamy, aż przestanie się lenić i zacznie mówić? Jeśli do, powiedzmy, trzech lat, to aparat dostanie o dwa lata później niż powinno, przez co jego mowa też będzie się rozwijać później. A można było wcześniej? Można było.

Jeżeli tak, jak pisały mamy, usłyszysz, że Dziecko jest za małe, od samego logopedy, idź do innego. Tak, z dwulatkiem pracuje się trudniej. Nie skupi uwagi, nie wysiedzi, często się boi nowego otoczenia i najchętniej nie odstępuje mamy na krok. Ale są logopedzi, którzy pracują z takimi maluchami i świetnie sobie dają radę. Znajdź takiego. Znajdź takiego, który nie zbędzie cię jednym zdaniem, tylko porozmawia, zdiagnozuje dziecko, albo pokieruje do innego specjalisty. Nie wiem, skąd w logopedach niechęć do używania jednego magicznego zdania: „Nie specjalizuję się w takich przypadkach, ale postaram się pani pomóc (czytaj: spróbuję panią pokierować do odpowiedniej osoby)”. O wiele bardziej cenię pediatrę, który powie: „Nie znam się na tym, proszę iść tu i tu”, niż takiego, który rzuci: „A, to nieważne. Nie ma się czym przejmować”. Ja też nie jestem specjalistką od wszystkiego. Nawet jeśli zgłasza się ktoś z problemem, z którym miałam styczność tylko teoretycznie, to mówię, że nie pracowałam jeszcze z takim przypadkiem, ale jeśli się państwo zdecydują na współpracę, to natychmiast się dokształcę, a jeśli zobaczę, że nie dam rady, to kieruję dalej. Żadna to hańba przyznać się, że się nie wie. Nie traci się wtedy czasu Dziecka, które pod właściwszą opieką mogłoby już robić postępy.

I ostatnie, co słyszałam, dość ciężki kaliber. „Nie rób z mojego dziecka … (i tu sobie wstaw każde brzydkie słowo oznaczające opóźnienie umysłowe)”. Ja?! Samo zwrócenie uwagi na to, że przydałby się specjalista, nie czyni z Dziecka osoby chorej czy opóźnionej. Czekanie na nie wiadomo co – już tak. Odpowiednio wcześnie wdrożona pomoc i terapia w przypadku dzieci z deficytami czy chorobami pomaga im i często pozwala normalnie funkcjonować w dorosłym życiu. Dlaczego więc nie pomóc im wcześniej? Dlaczego lepiej udawać, że mnie to nie dotyczy, że wszystko jest w porządku? Dlaczego swoją chorą dumą? nie wiem, jak to nazwać, krzywdzić kogoś, kto jest bezbronny i kogo życie zależy od nas? Nie mam pojęcia. Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem.

Uff… Ulało mi się… Od czasu do czasu znajdzie się tutaj miejsce i na taki wpis. W końcu jestem tylko człowiekiem, mamą dwóch dziewczyn z problemami i sporo ludzkich zachowań mnie rusza. Ale postaram się, żeby zawsze było kulturalnie 🙂

7 thoughts on “Za wcześnie na logopedę…

  1. Quanna

    W gazetach często można spotkać tak dziwne porady, że też łapię się za głowę! Mam nadzieję, że porady w tej gazecie nikt nie weźmie na poważnie, bo rzeczywiście może ona wyrządzić tylko szkodę :/

    Reply
    1. Barbara Dudzik Post author

      Niestety. Taka gazeta dociera wszędzie, a do logopedy niektórzy mają bardzo daleko, czasem godzinę jazdy. I ludzie mniej świadomi uwierzą w to, będą powtarzać i wyrządzać krzywdę dzieciom.

      Reply
  2. BEATA

    Oj, czuję emocje w tym.tekście. i bardzo dobrze – jaki mama dziecka z.opóźnieniem mowy a.może. nawet afazją, wiem, że nie można czekać.

    Reply
  3. Aga

    Ja też na razie słyszę że jest za wcześnie, masz jakiś wpis mówiący co powinno umieć dziecko w poszczególnych etapach życia? Żeby wychwycić kiedy już jest czas na konsultacje?

    Reply
    1. Barbara Dudzik Post author

      Szykuję taki wpis. Jeżeli masz jakieś konkretne wątpliwości napisz maila albo wiadomość na priv na FB, spróbuję Ci pomóc 🙂

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *